
Jest sądowy finał sprawy 16-letniej Marysi z Lubna, która sprzedawała wiśnie z ogrodu dziadka, aby zarobić na szkolną wycieczkę.
Sprawa stała się głośna na początku września. Wcześniej 16-latka chcąc zarobić na wycieczkę szkolną, sprzedawała wiśnie zebrane w sadzie jej dziadka, aby zarobić na szkolną wycieczkę. Podczas kontroli pracownice sanepidu dopatrzyły się jednak nieprawidłowości, w tym braku książeczki sanepidu i nałożyły na ojca dziewczynki mandat w wysokości 100 zł. Ten kary nie przyjął, a sprawa trafiła do sądu.
Jak poinformował TVN 24, 27 października Sąd Rejonowy w Wałczu oddalił wniosek sanepidu o ukaranie ojca dziewczynki pouczeniem.
Obrońca mężczyzny, Jan Adamczyk, wniosek o uniewinnienie argumentował tym, że „aby móc w ogóle mówić o pouczeniu, do takiego wykroczenia musi dojść” – cytował TVN 24 mecenasa. Jak wskazywał prawnik, zarzuty stawiane przez Główny Inspektorat Sanitarny dotyczą sytuacji charakterystycznej dla pracodawcy, a Pan Piotr nigdy nie prowadził działalności i nigdy nie zatrudniał swojej córki. W mowie końcowej obrońca zauważył również, że trudno mu odnaleźć w działaniu nastolatki szkodliwość społeczną.
Sąd przychylił się do tych argumentów i wskazał w postanowieniu końcowym, że pracownice sanepidu nie dopełniły swoich obowiązków, ponieważ tata Marysi nie prowadzi działalności gospodarczej, a handel przydrożny nie nosi znamion szkodliwości.
