Czy produkty bezglutenowe mają przyszłość?

Gluten

Gluten

Na półkach sklepów spożywczych coraz więcej miejsca zajmują produkty bezglutenowe. Skoro oferta rośnie, widocznie jest popyt. Ale czy jest to chwilowa moda, czy trwały trend? Czy warto w ogóle inwestować w produkcję tego typu wyrobów?

Zanim odpowiemy na te pytania, zacznijmy od wyjaśnienia podstawowych pojęć.

Dieta bezglutenowa staje się coraz bardziej popularna, ponieważ wiele osób ma problemy z trawieniem glutenu. Pojęcie glutenu najczęściej oznacza białko występujące w pszenicy, ale tak naprawdę jest to substancja niejednorodna pod względem chemicznym (heterogeniczna), w której 70 – 90 proc. suchej masy stanowią białka, poza tym w jego składzie jest niewielka ilość skrobi, tłuszczów i soli mineralnych. Trzeba jednak dodać, że jeżeli ktoś ma problemy z trawieniem glutenu z pszenicy, to często szkodliwe dla niego są również inne zboża zawierające podobne białka: żyto, jęczmień oraz wytwarzane z nich produkty. Z owsem sprawa jest bardziej skomplikowana, bo „zwykły” owies jest zanieczyszczony glutenem, można jednak kupić płatki z owsa ze specjalnych upraw i one są produktem bezglutenowym.

Ponieważ najbardziej szkodliwy z tych białek jest gluten w pszenicy, stąd przy pojęciach „nadwrażliwości” czy „nietolerancji” używa się określenia „gluten”, nie wchodząc już w szczegóły związane z rodzajami białka w innych zbożach.

Wiele osób po spożyciu glutenu ma różne dolegliwości, dlatego unika potraw z udziałem tego białka w składzie. Nie brak jednak i takich opinii, że dieta bezglutenowa to tylko moda albo kaprys. Takie przekonanie niektórych osób bierze się albo z niewiedzy, albo z wniosków po lekturze rozmaitych artykułów, których nie brak w Internecie. Sama niedawno znalazłam artykuł, w którym autorka wspomina o tym, że gluten zakleja jelita i dlatego jest szkodliwy. To akurat nie jest prawdą, ale – faktycznie – gluten może niekorzystnie wpływać na organizm.

Alergia czy nietolerancja

Zarówno sam gluten – czyli składnik pszenicy, jak i pszenica w całości mogą stanowić przyczynę zarówno alergii, jak i nietolerancji pokarmowych . W pierwszym przypadku objawy są podobne jak przy alergii na inne pokarmy, np. orzechy, soję, truskawki czy wiele innych. Podatny na alergię człowiek może mieć pokrzywkę, egzemę, kicha, może grozić mu astma, a w krańcowym przypadku – nawet wstrząs anafilaktyczny. Jest to reakcja wywołana przez nasz system immunologiczny i może wystąpić natychmiast po spożyciu lub po 1 -2 dniach. Alergię określamy jako chorobę IgE – zależną, od białka nazywanego immunoglobuliną klasy E ( w skrócie IgE), którego poziom jest wyższy u osób z alergią.

O celiakii słyszeli prawie wszyscy i na ogół pod to pojęcie podciąga się – niesłusznie – wszystkie patologiczne reakcje organizmu na gluten. Ale tak naprawdę mówimy o grupie chorób glutenozależnych. W tej grupie, poza wspomnianą już alergią, są choroby autoimmunologiczne, do których zaliczana jest m.in. właśnie celiakia oraz choroba Duhringa, nazywana czasem skórną odmianą celiakii, gdyż charakterystyczne dla niej są bardzo swędzące wypryski.

Celiaklię kiedyś uznawano za chorobę diagnozowaną wyłącznie u dzieci, teraz wiadomo, że może ujawnić się także u dorosłych. Powinna być traktowana z całą powagą, bo faktycznie jest groźna. Typowym objawem jest zanik kosmków jelitowych u chorego, pod wpływem nietolerowanego glutenu, w następstwie czego pogarsza się trawienie i wchłanianie pokarmu, co stopniowo prowadzi do wyniszczenia organizmu, wielu chorób, a czasem nawet do śmierci. Chorzy na celiakię są skazani na bardzo rygorystyczną dietę i rezygnację z glutenu do końca życia.

Jest jeszcze trzecia grupa – choroby nie alergiczne i nie autoimmunologiczne, czyli nadwrażliwość, która bywa wrodzona, ale może być także skutkiem np. długo trwającej antybiotykoterapii. I to jest pole do traktowania chorych jako symulantów, ponieważ nietolerancja nie zawsze jest rozpoznawana od razu. Objawy bywają bowiem takie, jak przy wielu innych chorobach, m.in. ból głowy, wzdęcia, bóle brzucha, wymioty.

Dodatkowym problemem jest fakt, że diagnostyka niektórych z tych chorób jest skomplikowana i polega tak naprawdę na kolejnej eliminacji. Alergię stwierdza się przy pomocy testów skórnych i obecności przeciwciał IgE. Jeżeli wykluczymy alergię, kolejne badania dotyczą innych przeciwciał (tTG i/lub dAGA ), a ich pozytywny wynik, najlepiej potwierdzony jeszcze poprzez biopsję jelit, prowadzi do zdiagnozowania celiakii. Robione są także badania predyspozycji genetycznych tej choroby. Dopiero wykluczenie alergii i celiakii może prowadzić do stwierdzenia nadwrażliwości na gluten.

Obecność glutenu ( już bez rozróżniania, czy to alergia, celiakia czy nadwrażliwość) wykazują tzw. testy obciążeń organizmu, w Polsce nie są jednak uznawane przez oficjalną medycynę.

Po co ta cała zabawa?

Po co jednak cała ta zabawa z diagnostyką, skoro tak naprawdę leczenie sprowadza się do jednego: do diety bezglutenowej. Można tylko zastanawiać się, czy będzie to dieta na całe życie, czy – na pewien czas, jak może się zdarzyć przy nietolerancji?

Problem w tym, że o ile alergię trudno przeoczyć , podobnie – celiakię, to nadwrażliwość często lekceważymy , a objawy wiążemy z innymi chorobami. Tymczasem jedzenie produktów z glutenem, którego nie trawimy, może prowadzić do wielu chorób. Podczas pierwszej konferencji poświęconej patologiom związanym z chorobami glutenozależnymi, w Londynie w 2011 roku, oficjalnie stwierdzono, że objawem nietolerancji jest tzw. „zespół jelita drażliwego”. A w przypadku nieprzestrzegania diety zarówno przez chorych na celiakię, jak i mających nietolerancję, w dalszej perspektywie mogą pojawić się poważne zaburzenia zdrowotne, między innymi takie jak osteoporoza, zaburzenia psychiatryczne, zagrożenie bezpłodnością u kobiet.

Warto więc zwracać uwagę na to, co jemy i jak się czujemy po jedzeniu.

Jeżeli jednak nie mamy negatywnych objawów, to nie powinno się całkowicie rezygnować z pszenicy. Totalne wyeliminowanie glutenu z diety może bowiem doprowadzić do tego, że zaczniemy go źle tolerować, z powodu tzw. nabytego zespołu nietolerancji pokarmowej. Chociaż na pewno warto ograniczyć produkty z białej mąki, gdyż sprzyjają przybieraniu na wadze. Ale można używać np. otręby pszenne.

Zielone światło dla producentów

Wracając do pytań na początku artykułu: czy produkcja wyrobów bezglutenowych jest perspektywiczna? Odpowiedź brzmi: tak. W ostatnich kilkudziesięciu latach pszenica poddawana była bowiem wielu modyfikacjom genetycznym, aby zwiększyć jej plenność i to właśnie sprawia, że coraz więcej osób ma kłopoty z jej trawieniem. Tym bardziej, gdy nasz żołądek i nasze jelita nie pracują prawidłowo z innych powodów, np. nadmiernego stresu.

Dlatego na pewno coraz więcej osób będzie poszukiwało produktów z przekreślonym kłosem na opakowaniu, więc ich produkcja ma sens ekonomiczny.

Ważne też jest jakiego rodzaju są to produkty. Gdy jako jeden z niewielu chlebów bezglutenowych dostępny był jedynie niesmaczny chleb z kukurydzy, był kupowany z braku lepszego. Teraz chlebów bezglutenowych jest mnóstwo, ale producenci czasem idą na łatwiznę, poprawiając np. smak takiego chleba przez dodanie do niego cukru. Gdy więc obok na półce sklepowej pojawi się inny chleb, taki bez cukru, to on znika najszybciej.

Wnioski: klienci coraz bardziej interesują się tym, co jedzą, zwłaszcza gdy z powodu niewłaściwego dla nich jedzenia mają już kłopoty zdrowotne. Chętnie będą kupowali produkty bezglutenowe, ale – wartościowe. Jedzenie śmieciowe, tyle tylko że bez glutenu, to jeszcze za mało, by zaspokoić rosnący popyt.

Ada Kostrz-Kostecka
www.zdrowezycie.edu.pl

foto: Fotolia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *